Odszukaj sens w swoim życiu

Ludzkie dążenie do nadania sensu przeszłości i do zbudowania lepszej przyszłości jest siłą natury równie potężną jak wiatr i ogień. Ludzie wszędzie szukają znaczenia swojego życia – od ciasteczek z wróżbami po telefony do jasnowidzów. Pragnienie szczęśliwej przyszłości odczuwane przez spokojną osobę się­ga głębiej niż powierzchowna tęsknota do bogactwa czy sławy. Chcemy wiedzieć, że nasza krótka egzystencja ma wartościowy cel, który służy życiu. Poczucie sensu sprawia, że nasz czas staje się cenny. Pomaga nam też przetrzymać życiowe burze, rozwija­jąc się wskutek działania przeciwności. Dzięki niemu nie czujemy się bezsilnymi ofiarami.

Tym, co przede wszystkim różni ludzi rozwijających się dzięki trudnym okolicznościom od tych, którzy tego nie potrafią, jest umiejętność znajdowania jakiegoś pozytywnego znaczenia nie­powodzeń. W latach kiedy zajmowałam się psychologią medycy­ny, miałam przywilej obserwowania, jak ten proces transformacji zmieniał bieg ludzkiego życia. Pasja pomagania moim pacjentom w poszukiwaniu sensu cierpienia wynikała z mojej osobistej tra­gedii i silnej potrzeby zrozumienia tego, co się stało.

Mój ojciec zmarł, kiedy byłam biologiem i zajmowałam się w la­boratorium badaniem komórek nowotworowych. Jeden z jego le­ków, który hamował postęp białaczki, miał straszne objawy uboczne. Zachowanie ojca stawało się maniakalne, na granicy choroby psy­chicznej. Pod destrukcyjnym wpływem leku tracił swoją miłą i cier­pliwą osobowość. Było tak, jak gdyby jakiś agresywny obcy wnikał w jego wyniszczone ciało. Moja rodzina próbowała rozmawiać o tym z lekarzem, ale reakcją był tylko monotonny wykład o konieczności kontynuowania leczenia, które dawało szansę na wyzdrowienie. Wy­dawało się, że jakość życia nie ma żadnego znaczenia.

Po roku kuracji, przygotowując ojca do operacji, przerwano podawanie mu tego leku. Przez kilka wspaniałych tygodni znowu był sobą. To było jak odkrycie, że twój najdroższy ukochany, któ­ry zaginął na morzu podczas sztormu, przypłynął jednak bez­piecznie do portu. Czas, jaki spędziliśmy z nim podczas tej krót­kiej chwili wytchnienia, był niezwykły, ponieważ wiedzieliśmy, że lek, który zabijał jego duszę, równocześnie dawał życie jego cierpiącemu ciału. Aby żyć, będzie musiał znowu go brać.

Ten lek był szatańską transakcją. Naprawdę smutne jest – a są­dzę, że można tu mówić nawet o pogwałceniu przysięgi Hipokratesa – kiedy lekarz nie pomaga rodzinie radzić sobie z tak straszny­mi sytuacjami. Lekarz mojego ojca, wybitny ekspert w dziedzinie leczenia białaczki, wydawał się ślepy na wszystko, co dotyczyło pacjenta, poza wynikami badań krwi. Nie zapewniał ani emocjo­nalnego, ani duchowego wsparcia. Zatem odzyskawszy normalny stan umysłu, mój ojciec dokonał rozpaczliwego wyboru. Przed świ­tem pewnego gorącego, wrześniowego poranka wyskoczył przez okno mieszkania w wieżowcu na Florydzie, gdzie razem z matką mieszkali od czasu przejścia na emeryturę. Nie chcąc wracać do tego leku, zdecydował się odebrać sobie życie.

Moja matka była nieutulona w żalu. Bez przerwy zastanawiała się, dlaczego nie przewidziała zbliżającego się samobójstwa. My­ślę, że dobrowolnie oddałaby życie za mężczyznę, którego kochała przez tak wiele lat. W wyniku rozdzierającego serce poczucia winy zamieniła się w pustelnicę i zerwała kontakty z przyjaciółmi. Nie umiejąc znaleźć wyższego sensu tej tragedii, żyła w tym narzuco­nym sobie wygnaniu przez trzynaście lat, aż do śmierci.

W czasie, gdy mój ojciec popełnił samobójstwo, byłam na­ukowcem, starającym się znaleźć lekarstwo na raka. Znałam treść całych tomów na temat biologii komórek nowotworowych, ale nie wiedziałam prawie nic o psychicznej reakcji na tę chorobę. Problem wyboru pomiędzy jakością życia a jego długością był dla mnie jeszcze jednym tematem rozważań akademickich. Potem do­piero objawił mi się z niezwykłą siłą.

Podobnie jak moja matka, miałam przygniatające poczucie winy. Jako zajmujący się medycyną badacz, czułam, że powin­no być możliwe bezpieczne przeprowadzenie ojca przez zawiły proces leczenia. Zamiast tego zmarł on na moim dyżurze. Było to szczególnie złośliwym przejawem ironii losu. Z czasem jednak zaczęłam szukać głębszego znaczenia tej tragedii. Śmierć ojca była ogniwem w łańcuchu wydarzeń, które doprowadziły do opuszczenia przeze mnie laboratorium i realizowania swojej pa­sji. Zawsze chciałam badać związek pomiędzy umysłem a ciałem. A teraz pragnęłam przywrócić medycynie duszę.

Pod wpływem naszej tragedii rodzinnej moim pierwszym pro­jektem w dziedzinie medycyny behawioralnej było stworzenie grup zajmujących się ciałem i umysłem wśród ludzi cierpiących na raka oraz ich bliskich. Wierzyłam, że jeśli choć jedna rodzina prze­żyje okres choroby lepiej niż nasza, śmierć mojego ojca nabierze sensu. Praca była rodzajem odkupienia. Widziałam twarz mojego ojca w każdym pacjencie, którym się zajmowałam. Twarz matki ukazywała mi się w każdym cierpiącym współmałżonku. Zamiast uznać śmierć ojca za porażkę albo bezsensowne bolesne przeżycie, zaczęłam myśleć o niej jako o powołaniu. Pomoc rodzinom zma­gającym się z rakiem na wiele lat wyznaczyła kierunek mojej pracy i nadała jej sens.

Człowieczeństwo to dziwna i cudowna rzecz. Często właśnie w najtrudniejszych, a nie w tych spokojnych okresach znajdu­jesz cel, który nadaje sens twojemu życiu. Pasja zrodzona z po­czucia sensu jest czymś więcej niż przełomem psychicznym lub emocjonalną strategią radzenia sobie. To spojrzenie w głąb duszy sprawia, że nieuchronne ciężkie doświadczenia życiowe zmie­niają się w uświęcone poszukiwania. Każde działanie zrodzone z poczucia głębszego sensu staje się jak modlitwa, a przeszkody na drodze do celu rozstępują się tak jak Morze Czerwone przed Mojrzeszem.

W tym tygodniu znajdź dwie lub trzy godziny, kiedy możesz liczyć na to, że będziesz sam. Spisz historię swojego życia, tak jakby to była powieść. Pamiętaj, że najważniejsze nie są wydarze­nia, do jakich doszło, ale znaczenie, jakie im nadajesz. Chociaż przeszłość jest zamknięta, twoja historia pozostaje zawsze otwar­ta na korektę. Zobaczenie swojej historii z perspektywy duszy może zmienić na lepsze twoją przyszłość, niezależnie od tego, jaka była przeszłość.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.